Biedronka czy Lidl okiem rodzica

Logika dziecka jest według mnie nielogiczna. Dziś przekonałam się o tym jednoznacznie. „Mamo w Biedronce nie ma smerfów?!” To pytanie dało mi do myślenia.

Po co chodzimy na zakupy? Po potrzebne nam w chwili obecnej produkty. Proste pytanie, prosta odpowiedź. Z dziećmi tak prosto już nie jest.

Drogi rodzicu pewnie Ciebie również ogarnął szał „Super zwierzaków”. Czasem miałam wrażenie, że to właśnie rodzice byli i nadal są bardziej zafiksowani na karteczki ze zwierzątkami, a nie dzieci. Bo dla dziecka raczej nie ważna to co posiada lecz sam fakt posiadania. Wracając do faktu zbierania kart z biedronkowymi zwierzakami, czy nie uważasz, że karty, które tak dokładnie zbierasz nie mają zbyt dużej wartości edukacyjnej. Czy nie uważasz, że karty, które mają jedynie informację o nazwie, wyglądzie czy ciekawostce o zwierzaku są zbędne ci do życia. Przecież dopiero po przestudiowaniu albumu możemy powiedzieć coś więcej o danym gatunku.  A tak naprawdę nie każdy zbieracz ma wymarzony album bądź aplikację na telefonie.

Marketing to jest słowo klucz dzisiejszych przemyśleń. Specjaliści w dziedzinie reklamy muszą się dwoić i troić, aby przyciągnąć klientów i uzależnić ich od siebie. Niczym dilerzy podają małymi dawkami swój produkt, by w końcu dany delikwent nie mógł się bez niego obejść. Pomyśl tylko, co mają wspólnego gang świeżaków w wersji pluszowej zabawki czy kart z aplikacją do dyskontu spożywczego BIEDRONKA.  Ano właśnie nic poza tym, że w sklepie kupujesz różne produkty. Ale,że zwierzaki?!

Pójdźmy teraz do innej piaskownicy. LIDL

Kolejny market na liście odwiedzanych i lubianych. Choć muszę przyznać, że w ostatnim czasie nieuczęszczanym z racji lokalizacji. No cóż sporo po drodze z pracy do domu nie ma Lidla to niestety zakupów tam nie robię (na razie). Ale, że nie robię zakupów to nie znaczy, że nie wiem co się tam wyprawia. Mam przecież życzliwe koleżanki, które są stałymi bywalczyniami. Wracając do marketingu i wyrabianiu budżetu. Lidl zrobił również akcję tematyczną, robi to od dawna jak. np. książki kucharskie, które się dostaję na święta przy określonej licznie zakupów (patrz wydanych złotówek). Tym razem postawił na smerfy. Pomyśl, co mają wspólnego smerfy z Lidlem?! Nic.

Kolejny pomysł zagrany dobrze marketingowo. Rodzicu zwróć uwagę, gdzie robisz zakupy. Wydaje mi się, że tam gdzie aktualnie jest lepsza promocja na artykuły przemysłowe, bądź gadżety z ulubioną postacią dziecka, a nie tam gdzie akurat mąka czy ryż jest tańszy. Robisz zakupy tam, gdzie twoje dziecko, będące niekiedy pijawką wysysającą ostatnią krew – tu akurat złotówkę, może dostać coś za free. Nie dlatego, że cię nie stać, ale dlatego, że dziecko chce zawsze i wszędzie coś dostać, a tu przynajmniej nie musisz za te rzeczy płacić. Niby nie płacić, bo przecież za zakupy musisz uiścić stosowny haracz. Ale jednak nie płacisz za to coś jak np. pluszową zabawkę warzywa (my mamy marchewkę) – nawet nie che przeliczać ile zakupów zrobiłam, żeby Pani marchewka zawitała do naszego domu. Dodam, że leży w kącie między innymi nieużywanymi zabawkami. Dobrze, że w pracy kwitł „handel” naklejkami to i udało się uzbierać te 60 naklejek. To samo było z super zwierzakami, wymiana barterowa- ja dam ci 16 a ty mi dasz 87. I tak trwały rozmowy koleżeńskie, aż do osiągnięcia idealnego zestawu 108 kart. Kart, które teraz leżą w albumie i może raz w tygodniu Natalia do nich zagląda, jedynie po to by je wyciągnąć i po raz kolejny włożyć układając je po kolei. No cóż dzieci.

Wracając do zakupów drogi rodzicu, czy nie przyłapałeś się na tym, że robisz zakupy tak żeby „wyciągnąć” jak najwięcej kart z Biedronki. Szkoda, że nie kart kredytowych. No cóż karty jakie są każdy widzi. A dzieci?! Moja Natalka do tej pory w „Biedrze” wypatruje kart ukrytych przy Paniach kasjerkach. Ale po co ?! Przecież ma je już wszystkie. Niczym Ash z Alabastrii wszystkie Pokemony. Ale jak to kobieta musi mieć więcej i więcej.

Marketing kochani M-A-R-K-E-T-I-N-G to wszystko wyjaśnia. Kto wie co jeszcze nas czeka ze strony dyskontów spożywczych. Jednego mogę być pewna, że będę tam gdzie ciekawsza atrakcja dla dziecka. Nawet już pojadę inną drogą jak Lidl da coś bez czego akurat Natalia nie będzie mogła „żyć”. A więc wyczekuję ja- mama  i Natalia – łowczyni okazji.

Podsumowując, mogę przyznać drogi rodzicu, że to niekiedy dziecko decyduje gdzie akurat robisz zakupy 🙂

IMG_2512-002.JPG

 

 

Reklamy