Organizacja na SeeBloggers

Mija tydzień od wyjazdy do Gdyni na największy festiwal twórców internetowych SeeBloggers. Początkowo relacja miała powstać od razu, na świeżo po powrocie. Jednak cieszę się że dałam sobie chwilę na przemyślenia. Nie chce pisać kolejnej relacji o tym „jak Batman sika” – Janina- uwielbiam , ale przedstawić organizację na SeeBloggers moim okiem. Okiem osoby zakochanej w organizacji nie tylko eventów, ale lubiącej tworzyć coś dla innych.

Weź się człowieku zorganizuj

Ile razy zdarzyło mi się zaplanować wyjazd, wyjście na imprezę czy do ciekawego miejsca z córką, tyle razy zawsze robiłam tylko ogólny zarys tzw. mój mały konspekt dnia. Ogólnie staram się działać na spontanie, bo tylko wtedy czuje się wolna i mogę cieszyć się na 100 % z chwili.

Wszystko spoko, ale jeżeli planujesz wyjazd nad morze i masz do pokonania setki kilometrów to jednak pasowało by być gotowym co najmniej dzień wcześniej. Jednak ja to ja. Wiedząc, że wyjeżdżam w piątek wieczorem, nie wiedziałam jeszcze w tym dniu czy pojadę z tylko z moim partnerem czy jeszcze z moją córką Natalią. Taki mój los, los kobiety po rozwodzie, która w lipcu spędza wakacje bez dziecka, a tu nagle w środę przed wyjazdem na SeeBloggers pędzę czym prędzej ponad 50 km po zapłakaną córkę, żeby odebrać ją od ojca. Stęskniłyśmy się obie. Dwa dni razem i kochający tata jednak odbiera córkę przed samym wyjazdem nad morze. Czyli co, jedziemy sami. Powrót Natalki do domu końcem lipca.

Dzień nie ogarnięty na maksa, zwłaszcza że w piątek jeszcze byliśmy w pracy, spełnić swój codzienny obowiązek, odbyć rytualne tańce przy komputerze i drukarce, a przede wszystkim zadbać o swoje KPI. Efektywność na maksa.

Wracając do początku. Tegoroczne SeeBloggers było moim drugim. W zeszłym roku walczyłam dzielnie ze zmęczeniem i brakiem snu, gdyż pracowity to był event. Byłam po prostu wolontariuszem a raczej w drużynie The Best Staff Ever. Dodam było warto.

W tym roku już jako uczestnik mogłam pozwolić sobie na więcej luzu, zwłaszcza że podróżowałam swoim samochodem i kierowcom byłam ja. Taka już jestem, że lubię być Panem swego losu.

Podsumowując tą cześć muszę przyznać, że na każde wydarzeniu należy się dobrze zorganizować, zrobić reserch, zobaczyć kto się wybiera i z kim chciało by się porozmawiać, spotkać. Można już wcześniej umówić się w social mediach z konkretnymi osobami, zwłaszcza że organizatorzy SeeBloggers zadbali o aplikację do umawiania spotkań. Dwa dni to naprawdę mało, gdy harmonogram jest dopięty na ostatni guzik. Ja przyznaję, że przygotowałam się na 50 % czyli zbyt mało. Jednak nie był to czas stracony

Organizatorzy SeeBloggers czyli 5 wspaniałych

osób, które spisały się na medal. Dla infuencerów były to dwa dni, jednak dla nich to podejrzewam, cały rok ciężkiej pracy, pilnowania terminów, negocjowania czy wybierania najlepszych na prelekcję czy warsztaty. To cały rok rozplanowywania, rozdzielania obowiązków a przede wszystkim promocji. A przecież każdy z organizatorów ma jeszcze inne swoje projekty. Ania i Jakub mają Fashionable.com.pl ,  Basia, Piotr i Marek Piasek działają w Wolves Summit.

W tym momencie mogę przyznać że cieszę się,

z bycia wolontariuszem SeeBloggers

Spytacie dlaczego?!

Dlatego, że wiem ile pracy mnie i innych wolontariuszy, a przede wszystkim osoby oddelegowane do konkretnych działań kosztowało ogarnięcie rejestracji, stref czy ogólnego porządku. Wiem ile osób niezauważanie przemyka między uczestnikami, a tak naprawdę biegnie, żeby coś dograć, załatwić czy gdzieś pomóc. Często bardziej zwracałam uwagę na przebiegającą Asię Rybką czy Dominiką Liceau, niż na znanych blogerów. Zwracałam na nie uwagę, bo wiedziałam czym się zajmują i kim są. Ale dla wielu te dziewczyny czy nawet organizatorzy są niezauważalni.

Od zawsze coś organizowałam i powiem, że dobrą sprawą jest widzieć event z innej perspektywy jak np w przypadku Networkingus. W pierwszej edycji byłam uczestnikiem a już w drugiej współorganizatorem. Takie spojrzenie z dwóch stron daje bardzo dużo. Wiem jak się czują uczestnicy, co się im podobało i czego potrzebują. W przypadku SeeBloggers wiem ile pracy trzeba włożyć żebyśmy my uczestnicy mogli cieszyć się miłym weekendem nad morzem.

Dzięki rozmowie z zapoznanymi w ubiegłym roku wolontariuszami, wiem że tegoroczna edycja była już o wiele lepiej przygotowana. Ale to może też wynikać z tego, że bycie po raz kolejny wolontariuszem, gdzie te wszystkie sale i podziemne korytarze nie są już obce, pozwala na większy luz i świadomość tego co ma się zrobić i co trzeba zrobić.

Drodzy blogerzy, a raczej influencerzy, czy zdajecie sobie sprawę, że możliwość uczestnictwa w spotkaniach z tak wieloma prelegentami w jednym miejscu to jak wygrana na loterii.

Influencerom nigdy nie dogodzisz,

czy to prawda? Pewnie jest wielu takich, którzy dość pretensjonalnie podchodzą do życia i uważają że im się należy wszystko. Pamiętam jak w zeszłym roku będąc osobą rejestrującą blogerów na event, musiałam wpisać imię i nazwisko uczestnika w celu wydruku identyfikatora. Było to bardzo stresujące, ponieważ nie śledzę każdego i nie czytam wszystkich blogów, bo to jest nie wykonalne, gdy się pracuje na etacie i chce się czasem pożyć off-line. A że nie czytam i nie obserwuje to nie wiem jak ktoś sie nazywa, bądź nie kojarzę nazwy bloga. Przyznam, że dla wielu to był chyba szok, że ich ktoś może nie znać. Ale tak to właśnie wygląda. W świecie internetów jest mnóstwo nieodkrytych kart, dlatego tak ważne jest żeby bywać na konferencjach, spotkaniach w większym badź mniejszym gronie. Jak powiedział JasonHunt podczas swojego wystąpienia, „ludzie podążają za osobowością blogera”. I tylko wtedy gdy dasz się poznać innym off-line, zyskasz widownie on-line.

Wracając do tematu, że nie da się każdemu zrobić dobrze. Po tygodniu od SeeBloggers przeczytałam już mnóstwo relacji, obejrzałam też je na youtubie, uczestniczyłam też on-line w rozmowie Ani i Jakuba z Tomkiem Tomczykiem i muszę przyznać, że bardzo często opisujemy to co było złe, to co nie wyszło albo się popsuło. Ja tego robić nie będę. Raz się wypowiedziałam co mi się nie podobało i wystarczy. Bardzo mi się podoba stwierdzenie, żeby chwalić za dobrą robotę na forum, a zwracać uwagę tylko na osobności. Taka zasada mogłaby przyświecać innym i było by tak pięknie.

Znajdź patent na dobra zabawę i przetrwanie,

a będziesz cieszyć się jak dziecko, gdy to wypali. Mowa tu o moim małym, spontanicznym planie na kolekcjonowanie twarzy. Pomysł zrodził się, gdy rozmawiając z chłopakami czyli z Mieszkiem oraz Mariuszem ( o pięknym imieniu)  pojawiła się w najbliższym otoczeniu piękna Ania Skura. Oczywiście pierwszy odruch był taki że podejdę i zrobię fotkę. Jednak nie sądziłam, że tak się zestresuje. Dlaczego?! Dlatego, że nie lubię  być nachalna i jak widzę osobę, którą obserwuję i podziwiam to odruchem bezwarunkowym jest to żeby tej osobie nie przeszkadzać. Bo dlaczego ona ma chcieć ze mną zdjęcie i dlaczego mam jej zabierać czas jak widzę, że ma grafik wypełniony po brzegi. Jednak udało się, chłopaki wypchnęli mnie w ramiona Ani i tak powstało pierwsze zdjęcie z cyklu #patikolekcjonertwarzy 🙂 A wracając do chłopaków (Mieszka i Mariusza), właśnie uświadomiłam sobie, że mimo iż nie lubię kotów, a na motory mogę się jedynie popatrzeć, gdyż bardzo boje się na nich jeździć, bardzo dobrze mi się z wami rozmawiało i spędzało czas. Widzicie jakie życie jest przewrotne. Szokiem by było gdybyście zobaczyli mnie teraz tulącą kota, podczas jazdy na motorze hehe

Moim patentem podczas SeeBloggers było robienie selfi z osobami, które lubię, czytam i obserwuje. Sprawiało mi to wiele frajdy, gdy przypadkowo spotkałam Renulkę czy Elizę. Bo nie myślcie sobie że ja na te osoby polowałam niczym pająk na muchę w sieci. Oj nie.

Ja po prostu przechodziłam, obejrzałam się za siebie czy stałam w kolejce po „coś.

I tak nie mam zbyt dużo tych zdjęć, ale frajda i pamiątka niesamowita, zwłaszcza że czasem udało mi się choć chwilę porozmawiać z tą osobą.

 

 

Wielki szacun za organizację

Zaobserwowałam mnóstwo ciekawych rzeczy, podładowałam akumulatorki, zobaczyłam Trójmiasto, spędziłam miło czas z partnerem oraz ze znajomymi. Już nie mogę się doczekać organizacji kolejnej edycji Networkingus. Jestem tak pozytywnie nastawiona do działania, że nawet problemy osobiste mi nie przeszkodą. Życie jest piękne i trzeba pozwolić przeznaczeniu robić swoje. Cieszę się że mogłam spedzić te dwa dni w towarzystwie innych infuelancerów jak Adam, Marta, Patrycja, Paulina, Marta, Kubą i z wieloma innymi osobami. Do zobaczenia na kolejnych eventach. Zapraszam też do Kielc, my tu też mamy swoje małe SeeBloggers w postaci Blogotoku oraz Networkingusa.

O tym jak piękne jest Trójmiasto i gdzie udało mi się być , napiszę w kolejnym poście.

Na zachętę kilka moich zdjęć

IMG_3327

IMG_3371

IMG_3614

seeblogger2017

Piękna Gdynia i cudowne SeeBloggers

 

Podobało się ?!

Polub mnie na  images (2) oraz zapraszam do obserwacji na  images (1)  lub poprostu udostępnij dalej

 

 

Reklamy